W erze autorskich labeli, powstających jak grzyby po deszczu, coraz łatwiej stracić orientację – niby zazwyczaj dobre nazwiska sygnują dobre wydawnictwa, ale jak wiadomo, i tego nie można być pewnym. Na szczęście warunek ten spełnia pochodzący z Włoch, a zamieszkały w Berlinie, Luca Mortarello aka Lucy i jego wydawnicze dziecko – Stroboscopic Artefacts. Pierwotnie zainteresowałem się SA dzięki tegorocznemu longplayowi Mortarellego („Wordplay For Working Bees”), a potem dzięki tworzonym przez różnych artystów nagraniom z cyklu „Monad”, umieszczonym w estetyce wysmakowanego techno, inspirowanego m.in. geometrią czy pierwotnymi elementami jakimi interesowali się greccy filozofowie (ziemia, woda, ogień i powietrze). Jednym z tych artystów był pochodzący z Singapuru Xhin, którego longplay „Sword” bardzo niedawno ujrzał światło dzienne. Pozostaje tylko pytanie, czy kto mieczem wojuje ten od miecza ginie…?
„Sword”, czyli trzecia pozycja w dorobku Singapurczyka, to najbardziej eksperymentalny album w jego karierze. Xhin miesza tropy, ambientem buduje filmowy nastrój (intro w postaci napędzanego rozedrganymi klawiszami „The Secret Close”, paranoiczne „Insides” czy kończący płytę onirycznym nastrojem „This Is What You Drew While You Were Half Asleep”), zaś masywne techno w jego wydaniu szarpie się i wije w IDMowych spazmach – i to zdecydowanie najciężej przyswajalna, ale i najbardziej atrakcyjna część tej płyty. Muzyczne konstrukcje Xhina przywodzą mi na myśl jedną z moich aktualnych lektur – „Podróż wokół mojej czaszki” Frigyesa Karinthy’ego, w której autor opisuje swoje przeżycia związane z guzem mózgu. W jego życiu pojawiają się hałaśliwe omamy (w kawiarniach jakby zaczynają rozpędzać się pociągi), halucynacje trapią pogarszający się wzrok, a ból, paranoja i uczucie obcości przeplatają się z chwilami ciszy, spokoju i nadziei.
Wszystkie te obrazy mogłyby idealnie odnaleźć się w dźwiękowej tkance płyty.
W „Medium” czy „Fox And Wolves” czujne ucho usłyszy echa inspiracji Autechre; zwłaszcza przypomina mi się przy nich fenomenalny teledysk do „Gantz Graf”, gdzie dźwięk wydaje się być niczym całkowicie plastyczne tworzywo. Muzyka Xhina to muzyka nieregularnych, nierównych powierzchni: muzyka tarć i zderzeń w cyfrowym chaosie. Momentami aż chciałoby się przylepić umowną łatkę „glitch techno”. Tak jest też w „Foreshadowed”, gdzie precyzyjny, metaliczny bit osnuwają fale szumów i white noise’u.
Z kolei w „You Against Yourself” przez motoryczne łupanie stopy przebijają się rozrośnięte acidowe melodie – to punkt pokazujący, jak daleko Xhin potrafi zajść w tworzeniu odhumanizowanej muzyki. Następny po nim „Vent” to już utwór monumentalny – dziewięć minut wydaje się być po brzegi przesiąknięte fabrycznym smogiem i metalicznym chłodem.
„Sword” to płyta trochę snobistyczna – tak samo jak snobistycznie i egzotycznie może brzmieć „Singapurskie techno wtopione w glitch/IDM i wydawane przez berliński label”. Na szczęście snobizm ten nie wynika z samych chęci do zaimponowania słuchaczowi rzemiosłem i mnogością inspiracji, ale z konkretnej wizji – przez pięćdziesiąt minut „Sword” czuje się dojrzałość wyobraźni producenta. Nie zdziwię się zatem, gdy Stroboscopic Artefacts, numer sześć na tegorocznej liście najlepszych labeli według prestiżowego „Resident Advisor”, z takimi płytami za rok wyląduje w pierwszej trójce rankingu.