Wywiad: Sam Shackleton

© Lars Borges

© Lars Borges

Sam Shackleton jest już legendarną postacią na szeroko pojętej scenie dub/dubstep/techno. Zakładał swój dubstepowy label z Appleblim w 2005 roku, kiedy Skream dopiero uczył się warsztatu. Shackleton pobudza wyobraźnię, bo należy do wąskiego grona artystów, którzy wychodzą z założenia, że muzyka obroni się sama. Jeśli ktoś poznał jego oszałamiający set Fabric 55, to zrozumie, że Shackleton nie musi specjalnie zabiegać o uwagę. Wywiadów udziela rzadko i nie przepada za swoimi zdjęciami. Z tego względu nasze redakcyjne ego zostało podłechtane wyrażeniem zgody przez Sama na zwięzłe, lecz sycące Q&A z mistrzem ciemności, rytmu i transcendencji w drodze tańca.

Wielu z nas wciąż pamięta występ Shackletona w krakowskiej Fabryce podczas ubiegłorocznego Unsoundu. Tam zaledwie przy pomocy komputera i skromnego kontrolera midi zamienił parkiet w soniczne katharsis! Rozmowę otworzyły tematy muzyczne, by potem podążyć w stronę języka i kilku uwag o naszych czasach.

Zapraszamy do lektury!

Czym się obecnie zajmuje Sam Shackleton?

Właściwie, to tym, co zawsze. Dużo czasu spędzam w studiu, potem wracam do domu i słucham muzyki. Próbuję też doskonalić w wolnej chwili mój niemiecki czytając powieści. W tym roku staram się ograniczać występy na żywo. W zeszłym roku lekko przesadziłem!

Wyjaśnij nam ideę, która stoi za „Sonic Journeys”. Czy ten projekt odmienił w jakiś sposób Twoje podejście do muzyki?

Pomysł polegał na tym, żeby ludziom umożliwić słuchanie dwóch pięciominutowych kawałków w trakcie podróży pociągiem. Muzyka została skomponowana w taki sposób, żeby odtwarzać dany fragment ścieżki na określonym odcinku podróży. Jednak wydaje mi się, że równie dobrze sprawdzają się w innych momentach po prostu jako niezależne utwory muzyczne. To było nowe doświadczenie z tego względu, że tym razem napisałem utwory z częstotliwościami, które się sprawdzą na słuchawkach. Sekcja perkusyjna została ograniczona tak, żeby zachować przestrzeń dla wokalu Vengeance Tenfold’a.

Jesteś postrzegany jako artysta, który konsekwentnie unika mediów. Czy śledzisz media na własne potrzeby?

Średnio zrozumiałem to pytanie. Jak wiesz, nie lubię zwracać na siebie uwagi. Czytam prasę z głównego nurtu, żeby być w miarę na bieżąco z aktualnymi wydarzeniami na świecie. Czy o to Ci chodziło?

Jaka jest największa zaleta i wada mieszkania w Berlinie?

Mam o wiele więcej czasu dla siebie, niż jak mieszkałem w Londynie. Jest o wiele więcej poczucia przestrzeni. Na początku miałem problem z oswojeniem się z tutejszymi zwyczajami, ale z czasem zaczynam to wszystko coraz bardziej doceniać.

Twoja muzyka jest bardzo duchowa. Uważam, że ma w sobie coś z aury plemiennego pogaństwa. Tworzysz muzykę bardziej dla umysłu, czy dla stóp?

Jeśli chodzi o moje zdanie, to uważam, że robię muzykę taneczną, czyli taką, do której sam chciałbym tańczyć. Z drugiej strony, trudno mi się tańczy do muzyki, która nie jest w stanie mnie porwać emocjonalnie, czy do takiej, która jest po prostu jednopłaszczyznowa. W tym sensie, myślę, że jedno musi się łączyć z drugim.

Jakie masz plany w stosunku do Twojego labelu „Woe to the septic heart”?

Właściwie, to nie mam żadnych planów. Jak coś będzie gotowe i uznam, że warto, żeby trafiło do sklepów, wtedy pomyślę o konkretnym wydawnictwie.

Z pewnością wiele osób by powiedziało, że nie są w stanie przetrawić Twojej muzyki bez brania narkotyków. Jakbyś im na to odpowiedział?

Nie wiem w sumie, czy to dobrze, czy źle! Od wielu lat raczej unikam narkotyków, więc mogę powiedzieć, że na pewno da się robić taką muzykę bez dodatkowego wsparcia! Ogólnie, uważam, że jeśli muzyka wymaga brania narkotyków, to raczej nie jest wybitna. Z drugiej strony, wiem, że są pewne narkotyki, które potrafią znacznie wzbogacić odbiór muzyki i uwypuklić pewne aspekty, których wcześniej nie zauważaliśmy. Trudne pytanie!

Czy trzymasz rękę na pulsie, śledząc nowości muzyczne, czy raczej żyjesz w błogiej nieświadomości?

Szczerze mówiąc, to o wiele bliżej mi do tej ostatniej części powyższego zdania.

Jacy artyści i wytwórnie należą obecnie do Twoich faworytów?

Lubię przeróżnych artystów i gatunki muzyczne, ale ostatnio rzadko słucham muzyki współczesnej. Honest Jons zawsze wydaje ciekawe projekty.

Lubisz zaznaczać, że jesteś przede wszystkim producentem. Jakie jest Twoje zdanie na temat DJingu?

Nie jestem didżejem. Jak dobrze wiesz, gram wyłącznie swoje utwory i nigdy nie próbowałem siebie promować jako didżeja. Didżejing to umiejętność, którą można opanować albo i nie. Niektórych didżejów lubię, niektórych nie za bardzo. Gust jest kwestią całkowicie subiektywną, więc nie chciałbym tutaj ferować żadnych werdyktów.

Czy masz swoje ulubione przysłowie?

Pochodzę z północno-zachodniej części Anglii, gdzie ludzie uwielbiają posługiwać się różnymi powiedzeniami. Niektórych z nich możesz w ogóle nie zrozumieć, bo są ściśle związane z kulturą lokalną. Inne zrozumiesz. Jest kilka takich, które przychodzą mi teraz do głowy. Na przykład: „A nod is as good as a wink to a wink to a blind man.”, które oznacza, że niektórzy ludzie nie pojmują niuansów i nie warto czegoś tłumaczyć ludziom, którzy nie rozumieją nic. Jest też takie porzekadło „It’s muck or nettles.”, które słyszałem w dwóch różnych kontekstach. Pierwszy z nich to sytuacją, którą Amerykanie nazywają mianem „Catch 22 situation”, a drugie jest wariacja powiedzenia „death or glory”. Lubię je, bo słowo „muck” jest jednym z najczęściej używanych słów w moim regionie Anglii. Wymawiamy „muck” w specyficzny sposób. Czasami to mnie bardzo porusza i cieszy, bo zdaję sobie wtedy sprawę, że nie staliśmy się jeszcze wszyscy częścią tego wielkiego Disneylandu.

Czy pamiętasz swoją najbardziej dziwaczną inspirację muzyczną?

Wszystkie są dziwaczne. To właśnie dziwolągi poruszają wyobraźnię. Nie ma znaczenia czego słucham i z jakiego gatunku muzycznego. Jeśli muzyka wpływa na mnie w pozytywny sposób, to jest dla mnie inspirująca.

Czy jest jakieś miejsce, które byś bardzo chciał odwiedzić w przyszłości?

Oczywiście bardzo chciałbym wrócić do Polski!

Dzięki wielkie za rozmowę.

Podaj dalej:
  • Print
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Add to favorites
  • email
  • PDF
  • RSS
  • Technorati
  • Tumblr
  • Twitter
  • Wykop
  • LinkedIn
  • MySpace

Dodaj komentarz

*