Wywiad: Eskmo
|
Tworzysz własną muzykę, grasz na imprezach i prowadzisz własny label od wielu lat. To niezły szmat czasu. W jaki sposób się zmieniałeś przez te kilka lat? I jak według Ciebie zmieniła się też sama muzyka? Na pewno sporo się zmieniło. Label założyłem dopiero w 2009 roku, ale tworzyłem własne utwory już o wiele lat wcześniej. Jeśli mnie chodzi, to tworzenie muzyki jest dla mnie zawsze tym samym procesem. Na samym początku zacząłem tworzyć muzykę dla celów terapeutycznych – dla osiągnięcia własnego katharsis. To jest bardzo pomocne. Dopiero od niedawna zacząłem się starać o zainteresowanie wytwórni moją muzyką i poszerzać zasięg mojej działalności. Także myślę, że to ma raczej spójny charakter. Jedyne, co się zmienia, to rosnąca liczba ludzi, których poznaję. Odwiedzam coraz to nowe miejsca, tak jak tutaj w Polsce. Tak, tylko tyle się zmieniło. Wydaje mi się, że to wciąż ta sama ścieżka. Powolny i stały rozwój. Kiedy czytałem trochę na Twój temat, zaintrygował mnie epizod w Twoim życiu, kiedy zamieszkałeś w chatce nad jeziorem w Connecticut. Odciąłeś się wtedy zupełnie od świata i tworzyłeś tam kolejne kompozycje. To było jako Welder? Tam rozwijałem oba projekty – zarówno Welder, jak i Eskmo. Czy masz taki zwyczaj oddalania się od ludzi, żeby pracować w samotności?
Eskmo „Cloudlight” (Ninja Tune) (Official Video) from ESKMO on Vimeo. Jak o tym mówisz, chciałbym Cię zapytać o „Cloudlight”. To był naprawdę wyjątkowy teledysk. Jestem ciekaw, skąd się pojawił pomysł na ten klip. Czy inicjatywa wyszła od Ciebie czy od reżysera? Chodzisz tam sam w środku lasu. Łatwo zauważyć Twoje zamiłowanie do motywów naturalistycznych. Racja. Przyjaźnię się z reżyserem tego klipu już od dobrych kilku lat. Dugan O’Neal zna dokładnie drogę muzyczną, którą przebyłem. Dokładnie omówiliśmy kilka kluczowych elementów tego teledysku. Esencją współpracy było właśnie to jego wyobrażenie na mój temat. Wiedział, skąd przyszedłem. Opowiedz nam teraz o Twojej metodzie „fieldworking” Ta technika od razu nasuwa skojarzenia z Amonem Tobinem, z którym współpracowałeś jakiś czas temu. Pewnie, zgadza się. Zasadniczo, mam podręczny rejestrator dźwięku. Nie używam w tym celu żadnego wymyślnego urządzenia. Wtedy czułbym, że pracuję, a ten mały gadżet mogę trzymać zawsze przy sobie w kieszeni. Dzięki temu, mogę z niego często korzystać. Wyjmuję go z kieszeni, nagrywam i chowam z powrotem. Nie muszę ustawiać mikrofonów w różnych miejscach. Mogę uniknąć tych wszystkich ceregieli. Zainteresowałem się tą techniką z następującego powodu. W starych kawałkach Boards of Canada można było usłyszeć dziecięce głosy w tle. Nawet Tom Waits miał też w swoich nagraniach pewnie odgłosy tła. Na przykład w 2000 roku wydał album „Mule Variations”. Na nim było kilka takich utworów. Jeden nazywa się „Chocolate Jesus” i w nim słychać pianie koguta w tle albo szczekanie psów. Zainspirowała mnie właśnie ta metoda nagrywania dźwięków w tle. Wiele razy wspominałeś o tym, jakie to dla Ciebie ważne, żeby Twoja muzyka pozostawała w związku z poczuciem wewnętrznej równowagi. Czy inspiracją dla Twojej muzyki są bardziej przeżycia wewnętrzne czy obserwacje dotyczące otaczającego Cię świata? Jak się rozkładają te akcenty? Mam nadzieję, że zachowuję tutaj zdrową równowagę. Mógłbyś próbować ignorować świat i zamknąć się we własnej „bańce”. Sądzę, że to nie byłoby dobre rozwiązanie. Z drugiej strony, mógłbyś się też zanadto koncentrować na swoim środowisku. To też byłoby szkodliwe. Zawsze byłem pod wpływem idei, że muzyka to zwierciadło, które odbija nasze procesy zarówno wewnętrzne i zewnętrzne. Jeśli uda Ci się połączyć te dwa elementy, ostateczny efekt może się okazać naprawdę wartościowy. Czy po albumie jako Eskmo nadszedł czas na Weldera, Twoje alter ego? Właśnie skończyłem nagrywać album jako Welder. Ukażę się we wrześniu na moim labelu Ancestor Records i to będzie moja druga płyta jako Welder. I wtedy wrócę do pracy nad kolejnymi projektami jako Eskmo i Eskamon.
Eskmo ‘We Got More’ (Official Video) from Ninja Tune on Vimeo. Ostatnio czytałem Twój wpis na blogu, gdzie opisałeś swoje wrażenia z koncertu, gdzie widzowie filmowali wszystko komórkami, aparatami fotograficznymi, a nawet tabletami. I to Cię bardzo uderzyło. Czy sądzisz, że dochodzi już do przesytu technologii w muzyce? Czy szykuje się rewolucja, która będzie dążyć do przywrócenia muzyce bardziej ludzkiego charakteru? Gdzieś to wszystko zmierza, ale nie wiem, w jakim kierunku. Nie sądzę, żeby technologia sama w sobie była zła. W końcu sam używam elektroniki do tworzenia swoich utworów. Dopóki będziemy używali techniki w sposób, który pozostaje wciąż ludzki, nie widzę w tym żadnego problemu. To są w końcu tylko narzędzia do pracy. Problem pojawi się w chwili, kiedy zaczniemy ignorować ludzki aspekt tej działalności. Wiem, że swego czasu byłeś prawdziwym pasjonatem teorii spiskowych. Czy mógłbyś trochę rozwinąć ten wątek? To był pewien etap w moim życiu, który na swój sposób łączy się z tą ideą bycia samotnikiem. Byłem świeżo po ukończeniu liceum. Zacząłem się zastanawiać nad tym, o co w tym wszystkim chodzi. Wydawało mi się, że dużo rzeczy nie gra. Obraz świata, który jest przekazywany opinii publicznej, zależy od określonego punktu widzenia. Myślę, że rzeczywistość ma wiele warstw. Jest wiele instytucji rządowych i politycznych, które trudno ocenić i dobrze poznać. Ten fakt jest dla mnie bardzo intrygujący. Jedną z lekcji, które przyniósł mi ten okres, było stwierdzenie, że nasze kolektywne doświadczenia mogą być poddawane manipulacji. To nie musi być ani złe ani dobre. Nie chodzi mi o to, że ludzie mają szalone intencje i tego typu sprawy. Po prostu intryguje mnie idea, że tak łatwo jest zmienić sposób, w jaki ludzie odbierają świat. Dzięki wielkie za rozmowę. Powodzenia dziś wieczorem! |
















King Cannibal grał po Eskmo, Panie Redaktorze
Rzeczywiście! Słuszna uwaga, Blaraka. Nie wiem, jakim cudem to przekręciłem
To jeszcze wtedy grali Polacy. Swoją drogą, trudno mi było później odsłuchać wywiad, bo przez połowę rozmowy w tle leciał Girl Unit
Tak czy inaczej, Eskmo się mocno spieszył i to była krótka piłka w klatce schodowej. Ale się udało!