Wywiad: Deadboy

W tym tygodniu rozmawiamy z londyńskim producentem, którego twórczość bardzo lubimy. Allen Wootton jest dumą szkockiego Numbers. Label ten wypuścił w maju jego kapitalny „Here” EP, którym się słuchacze bardzo ekscytowali. Już rok temu singiel „If U Want Me” zdobył uznanie śmietanki basowej. Numer ten włączyli do swoich setów Kode9, Ben UFO, Ikonika et al. I trudno się dziwić takiemu obrotowi wydarzeń.

Deadboy przyznaje, że jego korzenie muzyczne wywodzą się przede wszystkim z UK garage, ale nie kryje też swojej młodzieńczej fascynacji horrorami z kategorii vintage. Producent jest również piewcą gatunku 2step, który odświeżył i przywrócił jako element swoich utworów. Sety „martwego chłopca” noszą w sobie muzyczną smukłość i nienamacalny. romantyczny nastrój. Najlepiej sprawdzić to na własnych uszach.

Nasz rozmówca spotyka się często z opinią że tworzy ścieżki melancholijne, ale wciąż stworzone do użytku w klubie. Niektórzy z Was pewnie jeszcze pamiętają jego występ w 1500m2, który odbył się pod koniec maja tego roku. Taki jest właśnie „Wish You Were Here”, który kryje w sobie niezwykłą hipnotyczną moc i nastrój nocnych rozkmin i rozterek.

Miłej lektury!

Dlaczego postanowiłeś używać aliasu „Deadboy”?

Na samym początku robiłem kawałki grime, w których korzystałem z sampli ze starych filmów o zombie. Nie stoi za tym żaden większy zamysł. Po prostu uznałem, że mogę zachować ten pseudonim.

Co Cię wyróżnia na tle innych producentów muzycznych?

Nie mam zielonego pojęcia. Chyba inni ludzie powinni odpowiedzieć na to pytanie.

Często podkreślasz, że reprezentujesz południowo-wschodni Londyn. Jak się żyje w tej okolicy?

W porządku – jest mniej stresu niż we wschodnim Londynie i mamy dobre połączenia z innymi dzielnicami Londynu.

Dużo imprezowałeś zanim zostałeś didżejem i producentem?

Pewnie, że tak. Całkiem sporo, ale też bez większych szaleństw.

Jak się czułeś, kiedy ukończyłeś swój pierwszy utwór?

Bardzo fajnie. Moje kawałki zaczęli grać ludzie, których bardzo szanowałem. To mi sprawiło wtedy dużo radości. Jest bliżej nieokreślone wyjątkowe uczucie, które Ci towarzyszy, kiedy trzymasz w rękach winyl z własnymi utworami. Myślę, że nie miałbym podobnych odczuć, gdybym wydał ten materiał wyłącznie w formie cyfrowej.

Czy kiedykolwiek zostałeś wygwizdany ze sceny? Czy było kiedyś blisko?

Na szczęście nie! Na początku nagle zacząłem dostawać wiele propozycji, żeby grać na żywo. To było za sprawą ukazania się moich pierwszych własnych kawałków. Musiałem szybko wznieść się na wyższy poziom, jeśli chodzi o moje umiejętności didżejskie. Niektóre z moich pierwszych występów były okropne i nieskładne, ale na szczęście nikt nie gwizdał.

Wielka Brytania słynie z witalnej sceny muzycznej. Czasami ten światek sprawia wrażenie zamkniętego i skupionego na sobie. Czy często słuchasz muzyki spoza Wysp?

Staram się słuchać nowej muzyki bez względu na to, kto ją stworzył i skąd pochodzi. Myślę, że to bardzo ważne.

Jakiej muzyki słuchasz, żeby się odprężyć?

Różności… Niedawno kupiłem sobie egzemplarz albumu „An Electric Storm” od White Noise. Kupiłem ten krążek w sklepie z winylami z drugiej ręki. Od tego czasu wałkuję ten temat. Ta płyta jest z 1969 roku. Po wysłuchaniu tego albumu muzyka wydana później wydaje mi się teraz leniwa i przyziemna.

Co sądzisz na temat ostatnich zamieszek w Londynie? Czy sprawiły, że miasto jest teraz podzielone?

Myślę, że te wydarzenia były smutne, ale też do przewidzenia. Działania obecnego rządu mnie bardzo przygnębiają. Ci politycy nie mają pojęcia o życiu zwyczajnych ludzi. Robią wrażenie, jakby ich nigdy nie poznali. To miasto było zawsze podzielone – jak, moim zdaniem, większość miast.

Czy słuchasz muzyki na okrągło przez cały czas? Czy masz swoje ulubione chwile ciszy?

Zasadniczo, cały czas słucham muzyki albo jestem zajęty jej tworzeniem. Ostatnio ze współlokatorami założyliśmy zespół syntezatorowy. Ostro ciśniemy!

Czy masz swój ulubiony sposób odkrywania nowej muzyki? Czy chodzisz do sklepów z płytami?

Nigdy nie byłem kolesiem, który chodzi regularnie do sklepu muzycznego i godzinami przesłuchuje nowe płyty. Siedzę godzinami na YouTube i w sklepach muzycznych w wersji on-line… Co bym począł bez tego YouTube!

Czy nagła fala popularności była dla Ciebie szokiem? W jednej chwili wszyscy zaczęli Cię prosić o wywiady i podcasty. Czy to była wielka odmiana w Twoim życiu?

Tak, to było coś nowego. Od dłuższego czasu zajmowałem się tworzeniem muzyki i ten hype przyszedł do mnie w odpowiedniej chwili. Pamiętam te chwile, kiedy po raz pierwszy usłyszałem, jak moje kawałki puszczano podczas cyklu FWD i w Rinse FM. To było dla mnie naprawdę imponujące.

Jakie jest Twoje zdanie na temat dziennikarzy muzycznych?

Dobrzy dziennikarze muzyczni są OK. Irytują mnie tylko tacy, którzy zadają pytania w stylu: „Nie rozumiem… To jest w końcu house, czy garage?” i tak dalej. Przecież to nie ma żadnego znaczenia. Myślę, że doszliśmy do takiego etapu rozwoju w muzyce, kiedy gatunki przestały odgrywać istotną rolę.

„Here” EP była rewelacyjna! Myślisz, że stać Cię jeszcze na więcej?

Dziękuję. Mam nadzieję!

Czego powinniśmy się spodziewać po Twoim pierwszym albumie? Kiedy ujrzy światło dzienne?

Prawdopodobnie pojawi się w okolicy 2025 roku i na zawsze odmieni reguły tej gry. (śmiech) Nie wiem, nie wiem. Pracuję nad nim od dłuższego czasu,ale wciąż nie widzę żadnego światełka na końcu tego tunelu. Można powiedzieć, że to wciąż zbiór luźno powiązanych pomysłów.

Dzięki wielkie za rozmowę. Powodzenia z albumem i pozostałymi inicjatywami!






Podaj dalej:
  • Print
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Add to favorites
  • email
  • PDF
  • RSS
  • Technorati
  • Tumblr
  • Twitter
  • Wykop
  • LinkedIn
  • MySpace

One Comment

  1. Pingback: Deadboy znów straszy w Halloween | LINEOUT.PL | LINEOUT.PL

Dodaj komentarz

*