The Weeknd – Thursday

„House of Balloons” to jedna z najczęściej słuchanych przeze mnie płyt w tym roku. The Weeknd okazują się być nie lada mistrzami, bo „Thursday” plasuje się niewiele poniżej pierwszego mixtape’u, a w pewnych aspektach nawet go przewyższa.

To, co rzuca się w uszy od razu, to dużo większy ładunek smutku i melancholii. „House of Balloons” przy całym swoim swaggerstwie i kozaczeniu miał w sobie jakiś tragiczny sznyt. Na „Thursday” zostaje to posunięte jeszcze dalej, a emocje dawkowane są dużo lepiej. Wystarczy posłuchać „The Birds Part 1″, zdecydowanie najlepszego numeru The Weeknd, żeby dać się wciągnąć w świat emocjonalnej pajęczyny oplatającej cały mixtape. Na dobrą sprawę tylko jeden utwór wyróżnia się jaśniejszymi barwami („Life Of The Party”), więc przeczuwam popularność tego mixtape’u w czasie jesiennej depresji. Wrażliwy charakter „Thursday” sprawił, że jest to dużo mniej przebojowy materiał od debiutu. Mało tu oczywistych hitów, jakimi były „The Morning” czy „Loft Music”, za to dużo konceptu i rozbudowanych konstrukcji. Właśnie to rozbudowanie (czy – jak twierdzą niektórzy – przekombinowanie) jest niewątpliwym atutem – to jak łączą się ze sobą i wynikają z siebie kolejne utwory jest godne podziwu. „Thursday” to materiał, który zyskuje przy wielokrotnym słuchaniu, co nie jest takie dziwne, bo podobnie było z „House Of Balloons”. Przyznam, że na początku w ogóle nie przekonywał mnie rockowy charakter mixtape’u, ale po długich godzinach odsłuchań jestem uzależniony od każdej jego minuty. Co prawda wokalizy wciąż dalekie są od doskonałości, ale czuć postęp – tutaj znowu odwołam się do wyśmienitego dawkowania emocjonalnych napięć (na czym zyskała także kreacja niezdolnego do uczuć, rozbitego podmiotu, najlepiej objawiającego się w „The Zone”). Wisienką na torcie jest rzecz jasna gościnny udział Drake’a, który w „The Zone” nawija jedną ze swoich najlepszych zwrotek. Także produkcja zaliczyła jakościowy skok – Illangelo potrafi zadziwić (np. dubem w „Heaven Or Las Vegas”, czy finałem „The Birds Part 1″), choć zmiana kierunku – z bardziej elektronicznego na gitarowy – nie wszystkim przypadnie do gustu. Oczywiście „Thursday” dotyczą te same problemy, co poprzednika – dobre pomysły niejednokrotnie przegrywają z technicznymi możliwościami, ale dzięki zachowanemu posmakowi lo-fi nie jest to zbyt dokuczliwe.
Wypada się cieszyć, że „Thursday” jest tak znakomity, bo The Weeknd nie dość, że jest w stanie wydać dobry materiał w krótkim odstępie czasu, to dodatkowo wciąż ewoluuje. „House Of Balloons” nie było złotym strzałem, a początkiem czegoś pięknego i ciekawego, kiedy znowu przyjdzie nam cieszyć się nowym materiałem The Weeknd.

Ocena: 9/10

Podaj dalej:
  • Print
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Add to favorites
  • email
  • PDF
  • RSS
  • Technorati
  • Tumblr
  • Twitter
  • Wykop
  • LinkedIn
  • MySpace

One Comment

  1. mixtape bardziej dopracowany niż poprzedni, a do tego te emocje…rewelacja…:) Tesfaye to jeden z ciekawszych wokalistów, jakich ostatnio słyszałem i choć jego śpiew nie jest doskonały (a może to i lepiej) to idealnie potrafi oddać odpowiednie emocje….

Dodaj komentarz

*