Muzyka końca świata


Mam straszną manię prześladowczą. Boję się, że któregoś razu obudzę się i dojdę do wniosku, że muzyka której słucham, którą nagrywam będzie passe, a ja dołączę do szeregu marnych, wyklętych przeze mnie odgrywających przez całą wieczność te same dźwięki istot. Z drugiej strony za każdym razem gdy idę na imprezę „z importem” po cichu liczę na to, że znów doznam kolejnego, muzycznego objawienia i odkryję „next big thing”. Tak było z przepełnionymi acidowymi dźwiękami setami Untolda i Pangaea na My Head is Dubby, tak było z minimalowym setem Cooly G na Era Nowe Horyzonty i tech-house’wym mixem Hackmana na BBQ.


Z nadzieją wyczekuję zwłaszcza na tegoroczny Unsound (wiem, że wkrótce Tauron, ale moim zdaniem jeszcze jest wciąż za wcześnie na muzyczne przełomy), bo data tego festiwalu sprawia, że zawsze jest on z jednej strony muzycznym podsumowaniem świeżości danego roku, a z drugiej strony zapowiedzą tego czym będziemy się jarali w roku kolejnym. Zanim to jednak nastąpi, a my przekonamy się ostatecznie z czym będziemy mieli w niedalekiej przyszłości do czynienia, można poczynić pewne założenia i przypuszczać na podstawie już dostępnych przesłanek o tym, co będzie „in” w najbliższym czasie. Oczywiście mówiąc o tym co jest „in”, mam na myśli dość wąskie grono nadających ton dj’ów, artystów i bloggerów, media takie jak XLR8R czy FactMag, a więc ludzie i instytucje, które z samego założenia zajmują się muzyczną awangardą. Tak więc nie próbuję tu odpowiedzieć na pytanie, czy w przyszłym roku Black Eyed Peas zrobi dubstepowy kawałek, a Gaga nagra ze Skrillexem ale… Ale pewnie tak będzie, bo właśnie na przykładzie tych artystów widać, jak awangardowe trendy z opóźnieniem docierają do szerokiego grona odbiorców. Zajawka na electro dźwięki z 2005 dopiero dziś weszła do mainstreamu, Bloody Beetroots na listę top dj’s DJ Mag, a o tym kto to LFMAO w 2011 wiedzą już wszyscy. Co w takim razie w najbliższym czasie będzie „in” w świecie so-called awangardy i co będzie miało wpływ na przyszły kształt muzyki w ogóle?



Odp. 1: Disco
Tutaj podobnie jak w przypadku acidowego revivalu, o którym pisałem niedawno , za całe zamieszanie odpowiedzialny jest właściwie jeden człowiek i niesamowita popularność jaką zdobył w bardzo krótkim czasie – Nicolas Jaar. Młody Nico i związany z nim label/agencja promocyjna/djski duet Wolf+Lamb wprowadzili nową jakość na klubowej scenie deep/tech house, sięgając do muzycznych korzeni rodzimej, nowojorskiej sceny i wzbogacają całość – z jednej strony technicznym kunsztem (założyciele labelu – Gadi Mizrahi i Zev Eisenberg to dypolomowani muzycy) z drugiej strony duchem disco, r&b, soulu i funku. Jak sami zresztą przyznają, jedną z ich motywacji było przywrócenie groove’u i radości do mrocznej, repetetywnej i ograniczonej do „micro-grooves” muzyki po to by na powrót nastały czasy epickich, melodyjnych kawałków jak te z epoki teledysków jak ten poniżej.


OK, ale zaraz ktoś powie, że przecież Wolf+Lamb działa od 2006 roku, a i disco-house czy miliony disco-editów na soundcloud mają się dobrze, więc gdzie tu „nowe”? I tu do akcji wkraczają nasi brytyjscy znajomi jak np. Oneman czy L-Vis 1990. Ten pierwszy już od dłuższego czasu w swoich setach przemycał funkowe i soulowe sztosy, ten drugi zaś od jakiegoś czasu flirtował z estetyką disco. Jest to o tyle ciekawy zwrot, że akurat kto jak kto, ale Brytyjczycy wychowani na ukg i drum’n'bassie są chyba najbardziej konserwatywnie nastawieni do „ciężkości” gatunkowej w muzyce klubowej. W końcu odrzucili jednak i to zwracając się właśnie ku lżejszym i wolniejszym brzmieniom. Dowody? Sety wspomnianych z Boiler Roomu, wczorajsza podnieta szefostwa Boilera na czacie przy okazji berlińskiej edycji tego show i seta Kassem Mosse (w całości nagrany na żywo przy użyciu 808 i w tempie 110-120bpm), ostatnie kawałki L-Vis 1990, mixy i podcasty brytyjskich tuzów itd.

Kassem Mosse – 578 by theoddlive

Powody? Wspomniane już zmęczenie ciężkością muzyki klubowej (do czego rękę za pewne przyłożył sukces takich ludzi jak Skrillex czy Borgore), zajawka na instrumentarium 808/909/303 i w ogóle „żywe” instrumenty w muzyce (zwłaszcza w live-actach), rehabilitacja house’u i jak się wydaje także chęć „uśmiechnięcia” się do szerszej publiki z ofertą bardziej przystępnej muzyki (co z kolei jak się wydaje może być spowodowane ostatnimi sukcesami komercyjnymi takich ludzi jak Jamie XX czy SBTRKT). Dodatkowo pewnie można by wymieniać jeszcze przywiązanie do dziedzictwa kultu winylowej płyty i digginu oraz tak prozaiczne rzeczy jak sięganie do własnej muzycznej przeszłości (w końcu wszyscy wychowaliśmy się na Michaelu Jacksonie i The Gap Band). Na to wszystko dodatkowo nakładają się muzyczne, transoceaniczne przyjaźnie i wzajemne wpływanie na siebie takich ludzi jak np. Julio Bashmore i wytwórnia Dirty Bird czy związany z nią Claude VonStroke i Night Slugs etc.


Tak więc to Nicolas Jaar do spóły z Wolf+Lamb postawił disco/r&b/soul/funk w nowym wydaniu na świeczniku, ale to Brytyjczycy spowodowali/spowodują(?), że trend ten nabrał/nabierze rozmachu. Szczerze mówiąc osobiście bardzo podoba mi się ten kierunek, jestem ciekaw, co z tego wyniknie i chętnie zmierzam w swoich setach w tym właśnie kierunku. Za przykład niech posłuży rewelacyjny kawałek L-Visa 1990 z Javeonem McCarthym. Jeśli chodzi o inny trend, to już nie jestem takim optymistą i chyba muszę przyznać szczerze, że nie jestem zbyt zadowolony z takiego obrotu sprawy, bo kolejną rzeczą, która będzie „in” w niedalekiej przyszłości jest…

Odp. 2: Trance

Od razu pocieszę Was – nie chodzi o tzw. „uplifting trance”, czy rzeczy oparte na tym nurcie, które wyprawia Robert M, ale oczywiście znów mówimy o zwrocie w kierunku przeszłości. W takim oto m.in. wydaniu:


No dobra, przyznajcie się teraz, ilu z Was ma kaseciaki z taką muzyką? ;) Koniecznie sprawdźcie witrynę www.tranceforever.net/ – nawet jej oprawa graficzna budzi przyjemne skojarzenia z czasami dzieciństwa, kramikami z wyblakłymi okładkami VHS i kaset nad morzem oraz tlenionymi włosami i kolczykami z Bravo. No więc dobra/zła wiadomość jest taka, że to powróciło. Tym razem decydującą rolę w trance-revivalu odgrywają Amerykanie – zwłaszcza Ci związani z witch-house’m, co akurat być może nie powinno dziwić, bo w końcu ruzbuchane syntezatory tej muzyki i jej mroczne, stanowiące tło tekstury oraz nawiedzone, zreverbowane damskie wokale wcale nie są tak odległe w swojej stylistyce od właśnie takich trance’owych hitów. Sety Ritualza jako Maquina de Muerte, czy niektóre kawałki Pictureplanes to wprost hołd dla trensowych brzmień z początków poprzedniej dekady.

†‡† (Ritualz) – III (INSTRUMENTAL) by Robot Elephant Records

Jeśli do tego dodamy, że acid house wcale tak daleko nie leży od trance’u a hołubione, belgijskie R&S Records (odpowiedzialne m.in. za wydawnictwa Jamesa Blake’a) miało niebagatelny wpływ na rozwój tej muzyki, to mamy wszystkie klocki układanki + „oni tam w Ameryce” nie mają obciążenia genetycznego „wieśniactwem” w stylu manieczkowym, które nam nieodłącznie kojarzy się z taką muzyką. Dla mnie to obciążenie jest szczerze mówiąc zbyt duże i chyba na razie nie potrafię się przekonać, ale z drugiej strony siła nostalgii pcha mnie w objęcia takich brzmień i chyba moment, w którym ulegnę może być bliski ;) Ostatecznie pozostawiam ten trend bez komentarza i czekam na rozwój wydarzeń. Może być ciekawie – zwłaszcza biorąc pod uwagę coraz szerszy krąg jaki zatacza to całe trance’owe szaleństwo (piję do ostatniego

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

).

Podsumowując należy zwrócić uwagę na dość zabawny fakt, że im bardziej „nowoczesna” muzyka, tym bardziej związana jest z tym, co już było. Dywagacje na ten temat pozostawiam jednak kulturoznawcom mającym przy tym nadzieję, że parę napisanych przeze mnie powyżej zdań w jakiś sposób uzasadnia taki a nie inny kierunek. Czy mam rację czy nie, czy to co opisałem będzie „in” czy tylko chwilową zajawką – przekonamy się w najbliższej przyszłości. Jedno jest pewne – póki co mogę spać spokojnie – historia muzyki nie skończyła się i mimo ciągłego odwoływania się do przeszłości w przyszłości czeka nas jeszcze dużo zaskoczeń!

Podaj dalej:
  • Print
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Add to favorites
  • email
  • PDF
  • RSS
  • Technorati
  • Tumblr
  • Twitter
  • Wykop
  • LinkedIn
  • MySpace

3 Comments

  1. Arek Sojka via Facebook

    bardzo ciekawy felieton ;) dodal bym jeszcze Teeth i ogolnie klimat nowego sublabelu RAMP’u Fourth Wave. Mozna zauwazyc ze RAMP corocznie zaklada sublabele wydajace muzyke ktora bedzie rzadzic na parkietach w nastepnym roku (Brainmath, Pattern)

  2. Haha no fakt Ramp ma co roku nowy label ale akurat – biję się w pierś – Fourth Wave nie znałem. Nadrabiam bo sztosy nieziemskie (Gerry Read!) soundcloud.com/fourth-wave/4th002-gerry-read?page=2

  3. Pingback: Jamie XX mixuje dla FACTmag | LINEOUT.PL | LINEOUT.PL

Dodaj komentarz

*