Machinedrum – Room(s)

Machinedrum to Travis Stewart, tworzący duet Sepalcure wraz z Praveenem Sharmą. Ten doświadczony producent działa na scenie elektronicznej już od dekady. Machinedrum zdobył uznanie krytyki dzięki umiejętnej fuzji muzyki basowej z hip hopem i IDM. Można śmiało powiedzieć, że niewielu artystów dorównuje mu w tej sztuce. Nie dziwi więc fakt, że legendarny Planet Mu przyjął go w swoje szeregi. Najnowszy album od Machinedrum przywołuje nastrojem tektoniczny krajobraz miejski. Na samym początku zirytuje nas ta kaskada dźwięków wszelkiego rodzaju. Kolejne utwory uderzą artystycznym nieładem. Aby w pełni docenić „Rooms”, nie ma innej metody niż otworzyć się w pełni na ten dobrobyt dźwięków. Estetyka albumu przywołuje upalny labirynt budynków i ulic, w których gdzieś kryją się ludzie. Nie jest to żadne wesołe miasteczko, a raczej zbiór jednostek połączonych siecią skomplikowanych zależności.

Wszechobecny wokal na „Rooms” wyraża melancholię, zawody miłosne i uczucia pozbawione jednoznacznych etykiet. Kawałek „Sacred Frequency” (wyszedł na epce jako zapowiedź płyty) zachwyca seriami astralnych syntezatorów i logiką produkcji. Melodia walczy dzielnie o obecność w tym footworkowym gąszczu. Swoją drogą, w utworze pojawia się identyczny pingpongowy dźwięk, jak w „Care (Like You”) u Jamesa Blake’a. Moim faworytem jest bez wątpienia „Come1″, który tętni życiem za sprawą urzekającego wokalu i dawki energetycznego piano house. Prosta linia basowa dyskretnie podkreśla ten niepowtarzalny groove! Na podobnej zasadzie oparty jest „GBYE”. Sample śmigają z prędkością światła, a jednak na koniec ułożą się w spójną całość. Jest kunszt.

Cała płyta „Rooms” jest jakby w wiecznym pośpiechu. Co nie znaczy, że jest niechlujna, bo trudno się przyczepić do produkcji tego krążka. Tempo albumu sprawia, że skojarzenia z miastem są konieczne. To uczucie, że pędzimy niemiłosiernie, ale sami tego chcemy. Warstwa wokalna jest z reguły rozmyta i poćwiartowana. Stanowi też osocze tej płyty. Stewart zapętla w czystej postaci tylko te kwestie, które chce nam w głowach zakodować. „Now you know the deal for real!” i tak samo „Don’t waste my time” rejestrujemy posłusznie niczym mantrę. Na początku uznamy, że Machinedrum stworzył album surowy i chropowaty. Kombinacje dźwięków obezwładniają nieprzewidywalnością ich aranżacji. Mimo tego, w utworach takich jak „Door(s)” udało mu się przekazać najszczersze ludzkie uczucia. Pogłosy i westchnienia dodają duszy tej metalicznej przestrzeni.

Ostatni utwór „Where Did We Go Wrong?” łamie serce jękliwym głosem, który otacza klaustrofobiczny krajobraz dźwięku. Kosmiczne arpeggia potęgują jeszcze to poczucie osamotnienia. Słysząc to wszystko, widzimy przestraszonego człowieka, którego otaczają same tajemnice. Można podejrzewać, że Machinedrum stawia taką puentę nie bez powodu. Artysta nie oferuje prostych odpowiedzi ani przyjemnego poczucia satysfakcji. Muzyk zamyka raczej płytę „Rooms”, karmiąc nas dawką coraz to nowych wątpliwości, które przybiorą inną formę u każdego kolejnego słuchacza. Machinedrum stworzył album naprawdę smutny, ale i bardzo ciekawy. „Rooms” to jedna z tych płyt, które wprawiają w zakłopotanie i wyprowadzają poza strefę bezpieczeństwa… W połowie albumu nie wiemy wciąż, jaki to właściwie gatunek i jakie konotacje byłyby tutaj na miejscu. Z desperacją szukamy jakiegoś punktu zaczepienia. I w tej wyprawie w nieznane odnajdziemy brutalne piękno albumu „Rooms”.

Ocena: 8 / 10

Podaj dalej:
  • Print
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Add to favorites
  • email
  • PDF
  • RSS
  • Technorati
  • Tumblr
  • Twitter
  • Wykop
  • LinkedIn
  • MySpace

4 Comments

  1. sory, ale co to jest „muzyka basowa” :)

  2. To taki wielki wór, do którego wrzucamy różne fajne piosenki wyposażone w bas ;)

  3. paide

    „W połowie albumu nie wiemy wciąż, jaki to właściwie gatunek i jakie konotacje byłyby tutaj na miejscu” wiemy, wiemy. wystarczy trochę poszukać.

  4. Primus included

Dodaj komentarz

*